fashion photo gra phi phi

ponieważ po krótkiej wizycie tu i tam w necie po raz kolejny złapałem sie za głowę, stwierdzając, że amatorska fotografia fashion jest totalnie bez sensu, wrzucam wpis ze starego bloga, wpis z 16 stycznia 2009 – minął rok, a zjawisko się powiększyło razy kilka. Pierwszy akapit można pominąć – jest raczej personalny.

„Ach ta fotografia m o d y i pokrewna. Nigdy moją pasją taka czy inna nie była. Zacząłem, samo się zaczęło, kontynuuję ale już dość, dość. Dość cykania sesji za sesją, wręcz o charakterze kolekcyjnym (a nie, z tego wyrosłem juz w pierwszej fazie 2,5 roku temu). Nie chcę 50tej takiej samej sesji z nową twarzą metr 68. Na tych samych dwóch-trzech tłach, z tym samym oświetleniem, nie mam zamiaru też wymyślać super nowych kosmicznych koncepcji dla amatorek, które stają u mnie pierwszy raz przed obiektywem. Ja już tego nie muszę, może lubię, ale nie muszę. Rozwiązanie jest proste, symboliczna suma 3-cyfrowa (czyli właściwie za sam zwrot kosztów!!!) załatwia sprawę, ostatecznie w sporadycznych przypadkach nie-kierując-się-zupełnie-niczym jestem w stanie zrobic pełnąmetrażową sesję za kawę. Sesji sobie do portfolio zrobiłem z 50 albo raczej 150 i chociaż można mnie namawiać i przekonywać (chociażby zawartością swojej szafy) do sesji „pozowanie za zdjęcia”, to jednak zrobiłem się marudny i sam wolę wg swojego widzi-niedzwiadki decydować z kim taką sesję zrobię a z kim nie.

Swoją drogą, nieco dziwi mnie obecny pęd amatorów i amatorek po obu stronach obiektywu, a raczej po trzech, dodając wizaż, fryz i stylizację do zdjęć na tej zasadzie. Nagle wszystkich pasjonuje fotografia fashion? I co dalej z tym? Czysta pasja? Na ściąne sobie wieszać? Wrzucać na portale społecznościowe? Bo chyba wszyscy nie mogą liczyć na to, że po paru hobbystycznych sesjach z udziałem koleżanek z ogłoszenia nagle dostaną zlecenia do editoriali czy kampanii reklamowych. Nie żebym komuś bronił…

Ciekawym zjawiskiem jest zupełnie przemieszanie półświatka pro z amatorami. Modelki z agencji często nie narzekają na nadmiar pracy, więc co im szkodzi zapozować amatorowi z cyfrówką kupioną kilka miesięcy wcześniej, wyposożoną w markowy k i t o w y obiektyw. Pomaluje ciocia Stefcia, a włosy ułoży świeżo upieczona fryzjerka po najlepszej w mieście szkole. Efekty, jak nietrudno się domyślić, często są komiczne. Wycharakteryzowana na szał-ciał modelka zostaje beznadziejnie ustawiona i ujęta niczym architektura w wydaniu niekoniecznie japońskiego turysty. Ewentualnie szereg innych wariantów. Na przykład półprofesjonalny wg swojego mniemania fotograf cykający totalną amatorkę w pozie z okładki Vogue’a, zapominając że jej kończyny w życiu się tak nie wygną i nie sięgną tam gdzie trzeba (to ja! to ja!). Albo modelka o cudnej urodzie z makijażem wieczorowym do klasycznych jeansów i bokserki.

Dlaczego niektórzy stają na głowie, by załatwić jakieś niebanalne pomieszczenie do sesji niekomercyjnej, wizażysci zużywają swoje materiały, a modelki niekiedy nawet na myśl o pierwszej sesji lecą na zakupy i kupują rzeczy, których normalnie by nie założyły. Dobrze, nie było tego pytania. Tylko jednak… do portfolio…? Do jakiego portfolio…

Pewnie, że istnieje jakiś tam ułamek sesji komercyjnych, nawet w tym mieszanym profesjonalno-amatorskim światku. Jednak ile osób dostalo zlecenie za samo portfolio a nie znajomości, czy dzięki dobremu agentowi? Jeśli są tacy, to gratulacje im.

To wszystko nagle, i to chyba stosunkowo niedawno, przybrało postać takiego wyścigu szczurów. „Miałam sesje z tym, jutro idę do tamtego”. Takie wzajemne wykorzystywanie się by mieć więcej zdjęć. Więcej zdjęć. Jeszcze więcej zdjęć. Jeszcze więcej sesji. Sesji, z których niewiele wynika. I skutkuje to taką słynną odwrotną proporcjonalnością. Ilości do jakości.

Na koniec jeszcze osobiście. Jestem wdzięczny wszystkim osobom, które nękałem przed obiektywem kilka lat temu i również tym w późniejszym okresie (choć tu już musiałbym się zastanowić, czy na pewno wszystkim), by dojść do obecnego poziomu (chyba poziomu zużycia migawki…). Fotografia nigdy nie była moją główną pasją, mam czego chciałem i pewien rodzaj fotografii jestem zmuszony sobie odpuścić, przynajmniej w jakimś stopniu. Absolutnie nie jestem spełniony w fotografii, jednak obecnie nawet nie mam siły się spełniać, a nie służą temu kolejne zwykle sesje z nowymi osobami. Nadal mogę takie wykonywać, ale nie bezinteresownie (zakładając, że wyniki takiej sesji dla mnie są powieleniem innych, mimo że każda sesja jest w jakimś stopniu inna, nie uzupełniam w takim przypadku portfolio). Nie bez znaczenia jest też fakt iż mam tą możliwość i przyjemność pracować z modelkami z agencji. Co nie znaczy, że się zamykam na nowe twarze. A z tym spełnieniem, to być może jest też kwestia odejścia od fotografii fashion, a na pewno pseudo fashion, na rzecz… a to już tajemnica. Przynajmniej do czasu realizacji pewnych koncepcji.”

Reklamy

~ - autor: drivenmad w dniu 04/02/2010.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: