wy twórnie, mały zespół, itp.

Artykułu o pewnym zespole, który zapowiadałem niedawno, póki co nie będzie. Co nie znaczy, że nagle wszystko jest OK, i że nie robi na mnie wrażenia to, co się stało. Będąc jednak jakimś tam podwykonawcą, współ-kimś tam, w sumie nic mi do tego formalnie, czy prawnie. No ale nie o tym.

Dzieciakom życzę naprawdę wszystkiego dobrego, uwielbiam je, w końcu to nie one miały tu coś do gadania.

Dowiedziałem się z facebooka, że prawdopodobnie za kilka miesięcy podpisują/podpisali/nagrywają/przygotowują deal z jednym z majorsów, wytwórnią Universal. OK, gratulacje! I dlaczego do jasnej ciasnej ma być to Universal? Dla niezorientowanych parę słów w temacie, w którym się orientuję nieco bardziej niż przeciętnie, śledząc temat od lat, nie wspominając już o pracy magisterkiej, którą poświęciłem przemyśle muzycznemu i nagraniowemu. Universal to jeden z majorsów, tzw. wielkiej czwórki największych wytwórni na świecie (obok Universal są to Sony BMG, EMI i Warner). Każda z tych wytwórni ma na świecie swoje oddziały lokalne, w tym w PL (Warner zdaje się zrezygnował parę lat temu). Ich zadania to przede wszystkim reprezentacja światowych wykonawców oraz promocja i wydawanie tych lokalnych. Praktycznie każdy wykonawca, którego widać w TV jest związany kontraktem albo bezpośrednio z jednym z majorsów, albo z mniejszymi tzw. labelami, które wchodzą w ich skład. Rynek lokalny rządzi się nieco innymi prawami, ale jak najbardziej jest to również spory biznes mający na celu przede wszystkim nabijać kasę ich szefom, i w boleśnie dużej większości wiąże się z promowaniem produktów, a nie muzyki. Przy czym o ile wytwórnie takie jak Sony BMG starają sie trzymać fason i wypuszczać coś ciekawszego, Universal Music PL jest znany głównie z tego „produktowego” podejścia do swoich „artystów”. Co z tego, że światowy Universal ma w swoim katalogu takie oczywiste gwiazdy, jak U2, Lady Gaga, czy Rihanna, jak w PL uparcie nastawia się na masówkę, pop, kicz i kontrowersje lub nieudolne adaptowanie pseudo rockowych czy jazzowych gwiazd, by i tak podać je w formie masowej papki. I w ten sposób powstaje: Ich Troje, Mandaryna, Doda, Blue Cafe, itd. No ale może konkrety, parę przypadków rodem z najbardziej perfidnie nastawionego na kasę majorsa:

1. Virgin / Doda. Był rok 1999, kiedy to odwiedziłem siedzibę  tej wytwórni, nieważne już w jakich celach, w której oprócz podsłuchania paru rozmów jej pracowników o wtedy jeszcze bardzo mało znanym Michale Wiśniewskim zabrałem sobie na pamiątkę kilka katalogów z planami wydawniczymi. A w nim atykuł na dwie strony o nowym zespole Virgin, trzech starych wyjadaczach polskiej sceny rockowej i młodej blond, kokietującej na zdjęciach z lizakiem, 16-letniej Doroty Rabczewskiej, poleconej zresztą facetom przez… Elżbietę Zapędowską. Universal twierdził wtedy, że planuje wydać ich materiał w ciągu roku, a muzyka będzie mieszanką kilku ówcześnie modnych odmian rocka spod znaku Guano Apes, Korn, itp. W ciągu roku lub nawet 2-3 widziałem w bardzo niszowej telewizji (coś w stylu tele 5) jeden i ten sam podrzędny klip zespołu Virgin, o którym wtedy w ogóle nie było głośno – nie grały ich stacje, nie grała Viva, MTV, nie było o nich słychać w żadnej komercyjnej stacji. Dopiero gdy nieco później Dorota Rabczewska pojawiła się w reality show, zaczęło się robić zamieszanie wokół zespołu Virgin i Dody. Wyszła kolejna płyta, parę singli i nagle o Virgin było głośno. Jakiś czas później Doda wyrzucila najpierw 2 z 3 kolegów z zespołu, zostając z głównym kompozytorem, a po paru latach zespół Virgin przestał istnieć, a Doda mogła radzić sobie sama. Pozostając w Universalu.

2. Anna Maria Jopek. To ta pani, o której w ostatnich latach jest nieco ciszej, ale wszyscy znamy jej zamiłowanie do… jazzu. Jazzu? Tak, jazzu. Jak sama Anna kiedyś powiedziała, jej kontrakt polega/ł na tym, że wytwórnia „pozwala” jej wydać płytę na zmianę popową z jazzową.

3. Kumka Olik. O nie nie, Universalowi i tym razem nie udało się nabrać polskiej publiki. Zespół, składający się z kilku 20letnich chłopaków, kreowany na indie /alternative rock, grający szybką i skoczną gitarową muzykę rodem z Wysp Brytyjskich, może trochę USA (niczym popularne w ostatniej dekadzie Franz Ferdinand, Arctic Monkeys, itp), wyglądający do tych zespół tak podobnie, że aż podejrzanie, został jednoznacznie na forach określony jako „wannabes”, czyli młodzi artyści, którzy coś tam by chcieli, ale nie wchodzi to ani dobrze, ani wiarygodnie.

4. Hey. Hey w latach 90tych był zespołem nr 1 w Polsce. Słuchano go wszędzie, kilka hitów, trochę mody przeniesionej zza oceanu i do bólu szczera i autentyczna Katarzyna Nosowska. Hey swój pierwszy kontrakt podpisał z lokalną wytwórnią Izabelin, która wtedy wchodziła w sklad grupy Polygram, która z kolei stała się później Universalem. Hey do drugiej połowy lat 90tych był pod opieką menagerską Katarzyny Kanclerz, żeby brzydko niepowiedzieć, największej **** polskiego rynku fonograficznego, o której później. Kasia Nosowska do dzisiaj nie lubi o tym mówić, na każde nawiązanie do managerki z tamtych lat, odpowiada: „chcesz mnie zdenerwować”, a wszystko rozbija się o to, że Katarzyna Kanclerz namówiła zespół w jego początkach w 1993 roku do podpisania bardzo niekorzystnego kontraktu, w wyniku którego ostatnią płytę dla tej wytwórni (rok 1999) nagrywał po to, by spłacić długi.

5. Ich Troje, a następnie Mandaryna. Sorry, to mówi samo za siebie, ale polecam wywiad z Katarzyną Kanclerz na ten temat (i swój temat, w którym do siebie niejako się „przyznaje”), dostępny w internecie.

6. I w końcu 10-tki innych zespołów, które pojawiły się w katalogu Universalu, a nikt o nich nigdy nie słyszał. Czyżby Universal potrafił zająć się tymi już wypromowanymi i to tylko innymi ścieżkami w TV?

Podczas gdy inne wytwórnie mają ludzi, którzy potrafią wszystko jakoś w miarę ładnie pociągnąć, czy też takich, którzy potrafią odejść z macierzystych firm i założyć nowe świetnie prosperujące (patrz QL Music), Universal PL jest od 20 lat trzymany przez mało ciekawy duet – wspomnianą Katarzynę Kancelrz i Andrzeja Puczyńskiego (który dodatkowo jest prezestem ZPAV, Związku Producentów Audio i Video, kontrolującego wszystkie wydawnictwa majorsów). Ja rozumiem, że biznes jest priotytetem. Ale dlaczego w takim wydaniu? Mi już szkoda czasu i słów, ale polecam zgłębieniu tematu tych dwojga tu i tam. Najśmniejsze, że wśród końcowych odbiorców muzyki taki temat w ogóle nie istnieje. Mało kogo obchodzi, czy artysta jest w wytwóni X czy Y, bardzo rzadko też zespołu mówią o tym chętnie, a już na pewno nie opowiadają całej historii na raz, bo ludzi po prostu do interesuje. A ci sobie siedzą na stołkach i kombinują, jak tu wchłonąć (chyba bardziej niż wypromowac) kolejną „gwiazdę”.

Ja osobiście na majorsow przestałem dawno chorować. No ale co komu. Znajomy muzyk opowiadał mi ostatnio wieści z pierwszej ręki z niszowego alternatywnego zespołu, który podpisał konrakt z EMI. Na początku radość, szok, a później zawód – nie tak sobie to wyobrażaliśmy.

Bubek, perkusista grypy Hey, gdy po rozstaniu z Universalem podpisali konrakt z Warnerem (wtedy Warner wydawał jeszcze polskich artystów), na moje pytanie, czy teraz jest lepiej, stwierdził – to się jeszcze okaże.

Ja naprawdę polecam przyjrzeć się mocno kontraktom 😉 no i wszystkiego dobrego.

Reklamy

~ - autor: drivenmad w dniu 27/05/2011.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: