Zuzanna and Overdriven / kulisy projektu

Well, trzy sesyjne spotkania z Zuzanną rozciągnięte pomiedzy zimę, a jesien 2011, mamy już za sobą. W czasie trzech 7-10 spotkań powstał materiał, zdążyliśmy też go zarejestrować i spojrzeć z dystansu na to, czego dokonaliśmy. Pozwolilo nam to między innymi określić stronę, w którą pójdziemy, a także z półrocznej perspektywy krytycznie i selektywnie odnieść się do materiału, który zechcemy zaproponować. Dlatego spotykając się pierwszy raz w lutym rejestrowaliśmy trochę solowego materiału Zuzanny, a trochę nowych utworów stworzonych wspólnie specjalnie na potrzeby naszej współpracy. Szczerze mówiąc, wyszedł z tego kogel mogel, akustyczne balladki i mega lekkie utwory nie mogły przecież spotkać się z ambientowymi pojechanymi krótkimi formami. Napisaliśmy kilka naprawdę lightowych numerów, po czym stwierdziłem, że materiał wspólpny oraz solowy Zuzanny należy potraktować zupełnie oddzielnie i niezależnie. Lipiec nakreślił ten kierunek już nieco bardziej, choć to wciaż nie było to – zaczęliśmy wtedy rejestrować więcej mojego materiału, choć wciąż stawiając na akustyczne brzmienia, a stylistycznie wkraczając ni to na quazi jazz, ni to na triphop. Oczywiście to są jedynie hasełka, i podczas gdy wiele artystów wzbrania się przed szufladkowiem, sam twórca robiąc nowy materiał w nowym projekcie, zwłaszcza z taką muzyczną przeszłością i inspiracjami, jak moje, musi sobie określić jakiś cel, punkt odniesienia, wspólny mianownik. Było dla mnie dużym dylematem, gdzie się udać w tych wędrówkach, z założeniem, że totalnego pomieszania być nie może. Jak bowiem brzmiałoby połączenie ambientu, elektronicznego triphopu, z emocjonalnym songwritingiem i jazzem? …właściwie sam stawiając sobie to pytanie nawet teraz dochodzę do dwóch skrajnych (a może i niekoniecznie skrajnych) wniosków. Pierwszy jest dość jasny – tego nie da się dobrze połączyć, a drugi – są takie dwie kapele, które doskonale łączą właśnie te klimaty, i są to zesoły chyba dość oczywiste :). Jest nawet jeszcze trzecia, dość odległa od tych dwóch pierwszych, a jest to Cinematic Orchestra i dobrze wszyscy wiemy, że tego w duecie nawet nie będziemy starali się osiągnąć (ale Cinamatic Orchestra z Patrickiem Watsonem… kto wie, kto wie). W każdym razie na tamtym etapie musiałem zadecydować, czy przewiduję elektroniczne loopy, czy bębny akustyczne, czy gitary mają być zadziorne i przesterowane, czy raczej czyste, a nawet akustyczne. Te długie tygodnie przerw między naszymi spotkaniami z dzisiejszej perspektywy uważam za nie mniej istotne, niż sam proces twórczy i rejestrację materiału. Jak wspomnę, że chwilami korciło mnie, aby udać się z Zuzą w okolice stylistyki Florence And The Machine, a także Bat For Lashes, to rzeczywiście można dostać mętliku (jakże pozytywnie zabawne było usłyszeć ostatnio nowe dokonania, swoją drogą genialnej, Julii Marcell w tych klimatach!). Oddzielenie solowego materiału Zuzanny od wspólnego projektu to była połowa sukcesu. Jako solówka Zuzy mamy zarejestrowanych kilka utworów, które grzecznie czekają na inne czasy (dwa z nich były emitowane na antenie Radia Białystok, jeden jest na youtubie). Spotykając się we wrześniu po raz trzeci i ostatni pod kątem finalizacji pierwszego materiału pod wspólnym szyldem, wiedzieliśmy już dokładnie, jak ma brzmieć całość, łącznie z repertuarem, instrumentarium i bardzo zaawansowanymi szkicami.

I tak np. na płycie znajdzie się dużo gitary klasycznej, do której każdy młody elektryczny gitarzysta ma niechęć, a która okazuje się być strasznie wdzięcznym instrumentem, do którego przekonywałem się 2 ostatnie lata, w czym miał też swój udział pewien utalentowany i znany w szerszych kregach znajomy muzyk i gitarzysta. Na płycie znajdzie też moja duma i jak się okazało, o dziwo dość rzadki instrument – bezprogowy bas akustyczny (wbrew pozorom bardzo ciężki do opanowania instrument!). Stawiając na akustyczne brzmienia jednocześnie wyeliminowałem pomysł zastosowania elektroniki, choć przyznam, że pomijając nasze pierwsze próby tworzenia w lutym, powstał jeden szkic utworu opartego wyłącznie na elektronice – być może kiedyś ujrzy on światło dzienne. Ambient, cokolwiek on znaczy, jeśli się pojawi, to tylko w postaci tradycyjnego smyczka (nie e-bow) ciąganego po strunach gitary elektrycznej na dużych pogłosach wzorem skandynawskich kapel. A podstawowym instrumentem harmonicznym w bardziej rozbudowanych aranżach nie będą gitary, a piano oraz piano rhodes.

Czyli wszystko to, co niedźwiedzie lubią najbardziej!

ps. pisząc o płycie mam na myśli bardziej EPkę, minialbum, niż płytę. Mimo, że materiał na pełną płytę jest praktycznie nagrany, zaczniemy od wydania EPki własnymi siłami (JESZCZE W PAŹDZIERNIKU!!!) i jak to bywa, zobaczymy, co się zadzieje i dopiero po jakimś czasie pomyślimy nad wydaniem pełnej płyty,  zainteresowanych wydawców zapraszam do kontaktu ;). A tak serio – o ile dojdzie do wydania płyty, nie wyobrażam sobie jej bez gościnnego udziału paru muzyków grających na instrumentach poza moim zasięgiem (posiadania i wykonawczym) – kontrabas, trąbka, perkusja, rhodes piano… Gdyby ktoś miał ochotę, na warunkach do uzgodnienia proszę o kontakt przez youtube (bartni) lub na mono@op.pl 🙂

Reklamy

~ - autor: drivenmad w dniu 09/10/2011.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: